Jackie – pies z opuszczonego domu dziecka

Od jakiegoś czasu jestem zainteresowana aktywną działalnością na rzecz zwierząt. Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy zabrałam kotka z ulicy i udało mi się znaleźć dla niego dom, przekonałam się, że można coś zmienić, coś zdziałać, wystarczy nie być obojętnym i wykazać się jakąś aktywnością.

408372_401692759921663_1162203296_n

W każdym razie to moje nowe odkrycie popchnęło mnie do dalszych działań. Zgłosiłam się do pewnej organizacji prozwierzęcej aby odbyć tam szkolenie z ochrony zwierząt. Zdałam również egzamin, który jak się dowiedziałam, teoretycznie daje mi uprawnienia do bycia inspektorem takiej organizacji. Po cichu liczyłam, że będę takim inspektorem, byłam gotowa poświęcić się sprawie. Kilka miesięcy po zdanym egzaminie odezwała się do mnie mailowo jedna z pracownic tej organizacji, z prośbą o podjęcie kilku interwencji w mojej okolicy. Nie miałam wtedy żadnej legitymacji, ale zostałam poinformowana, że mogę to zrobić i bez niej, że później ją dostanę. Jedną z tych interwencji było zgłoszenie o podejrzeniu chęci uśpienia psa bez żadnych podstaw, tylko dlatego, że stał się niewygodny. I był to właśnie Jackie.

Jackie parę lat temu przyszedł po prostu pod dom dziecka. Pracownicy podejrzewają, że został wyrzucony z samochodu. Kiedy przyjechaliśmy na interwencję (ja i dwoje moich znajomych, którzy zgodzili mi się pomóc) okazało się, że Jackie przebywa już wtedy w opuszczonym budynku, wraz z panem, który się tym budynkiem opiekuje. Nie był w złej kondycji, miał zapewnione jedzenie i miejsce do spania. Okazał się też bardzo wiekowym psem, może mieć teraz nawet około 15lat. Problem polegał na tym, że budynek miał być sprzedany więc teoretycznie dla Jackiego nie było już tam miejsca. Organizacja, która wysłała mnie na tę interwencję umyła ręce. Tzn. osoba, która się ze mną kontaktowała, przyjęła mój raport z interwencji, ale stwierdziła, że nie ma czasu bo cyt. „otwiera nowe stanowisko z e-papierosami” i od tamtej pory nie miałam z nią kontaktu.

Kiedy zgłosiłam się po paru tygodniach z powrotem do tej organizacji, przez inną pracownicę, okazało się, że nikt tam o moich interwencjach nic nie wie. Były jakieś enigmatyczne obietnice pomocy, ale skończyło się na ostrej wymianie zdań i nieprzyjemnej sytuacji.
W każdym razie, ponaglana przez panią dyrektor domu dziecka, która w rozmowie telefonicznej zasugerowała, że „wszyscy jej tu mówią, żeby uśpić”, zwróciłam się o pomoc do koleżanki, która załatwiła Jackiemu hotelik z bardzo dobrą i profesjonalną opieką, (więcej tutaj)

I teraz już od roku obie płacimy 300 zł miesięcznie, z niewielką pomocą postronnych osób. Sprzedajemy biżuterię itd. ale zazwyczaj sprawa wygląda tak, że obie łożymy po 150 zł co miesiąc. Jackie był niedawno u weterynarza, okazało się, że ma przerost prostaty, dojdą kolejne koszty. O tym, jak można pomóc i kto może zostać właścicielem Jackiego, można przeczytać w jego „wydarzeniu” na Facebooku. Zachęcam wszystkich do uczestnictwa! To duże wsparcie.
Wydarzenie Jackiego

A jaki jest Jackie? Oto co o nim pisze Pani Greta, która się nim aktualnie opiekuje:

Jackie jest wesołym, sympatycznym psem. Lubi się bawić, szczególnie piłkami. W zasadzie wydawałoby się pies bezproblemowy. Problemy pojawiają się, gdy trzeba coś przy nim zrobić: obejrzeć chore ucho, obciąć pazury, dać zastrzyk. Pomimo, że Jackie jest u nas już naprawdę długo każdy taki zabieg to angażowanie dwóch osób, kaganiec i rzucający się Jackie. Proszę mi uwierzyć, mam różne psy i z różnymi miałam do czynienia, ale on mimo braki zębów naprawdę potrafi dać czadu. W domu czuje się źle, jest pobudzony, nerwowy – to z kolei powoduje, że potrafi ciepnąć się prawie bez powodu. Gdyby trafił do spokojnego domu ze swobodnym dostępem do ogrodu, miał cierpliwych ludzi – to byłby to dla niego cudowny koniec życia.

SMUTNA AKTUALIZACJA:

Jackie został poddany eutanazji, ze względu na cierpienie związane z olbrzymią prostatą, wielkim guzem na śledzionie i wielu mniejszym rozsianym po całej wątrobie. Greta napisała w jego wydarzeniu:

„Wczoraj Jackie ostatni raz poszedł ze mną na spacer, powygrzewał stare kości na słonku… Ostatni raz naszczekał na Dudusia. Potem pojechaliśmy do weta na umówiony zabieg… Niestety, rak nie dał mu szans  […] To niewiarygodne, że prawie do samego końca był wesoły, chętnie bawił się swoją piłką, jadł. To był cudowny pies. Teraz śpi już spokojnie, oszczędziliśmy mu bólu i cierpienia związanego z tą straszną chorobą. Żegnaj psiaku [*]”

Dziękuję Wszystkim za pomoc.

774953_549247848432357_255536872_o

536959_452510904804040_2113913180_n

251852_453622971359500_1406202851_n

602766_453622881359509_2074961781_n321073_453622671359530_273375631_n

775595_475254032539120_1093742771_o

778889_475254029205787_554426315_o

46363_475456159185574_1552609916_n1909259_10201516525227661_6622698049418959517_o

920094_4658967444825_303471788_o

10271326_10201516527627721_1662982878793561121_o

1237262_10200271336258715_399397058_o

10285720_10201516525627671_5154610365591467770_o

10293697_10201516527547719_2762868621352893970_o

2 thoughts on “Jackie – pies z opuszczonego domu dziecka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s